Blizny pooperacyjne vs oszpecenie

Michał Badowski16 października 2017Komentarze (0)

W pozwie skierowanym do Sądu Okręgowego w Białymstoku powód W. S. domagał się zasądzenia od Szpitala kwoty 100 000 złotych z ustawowymi odsetkami od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty, tytułem zadośćuczynienia za wielokrotne narażanie jego zdrowia i życia bez uzasadnionych przyczyn, a także zeszpecenie go wskutek zabiegu operacyjnego.

Pacjent wskazywał, że w dniu 9 marca 2010 roku został przyjęty do pozwanego szpitala z rozpoznaniem zwichnięcia stawu barkowo-obojczykowego. Zastosowano u niego leczenie operacyjne poprzez zamkniętą repozycję, stabilizację drutami K. O., którą przeprowadził dr R. S. W dniu 19 marca 2010 r. zgłosił się do poradni urazowo-ortopedycznej pozwanego z powodu silnych bólów barku prawego w miejscu stabilizacji i wówczas stwierdzono u niego „odczyn  infekcyjny” przy wystającym drucie. Lekarz R. S. uciął wystający drut, a dr J. J. zastosował dalsze leczenie i polecił kolejne konsultacje u dr R. S. Powód, po wielu próbach dostania się na konsultację do dr R. S. z racji bólu barku, łopatki i klatki piersiowej udał się do poradni pozwanego w celu konsultacji do jakiegokolwiek lekarza. Okazało się, że jeden z drutów przemieścił się w ścianę klatki piersiowej, a mimo to powód nie został skierowany na oddział szpitalny. Następnie z racji dalszych dolegliwości spowodowanych migracją druta stabilizacyjnego powód zwrócił się o pomoc medyczną.  Po konsultacji u dr G. M. powód bez uzasadnionych przyczyn nie został przyjęty na oddział szpitalny oraz nie otrzymał żadnej pomocy medycznej, nawet w uśmierzeniu bólu. W dniu 22 października 2010 roku, po osobistej interwencji u profesora J. S. (odpowiedzialnego za powoda jako pacjenta), powód otrzymał skierowanie do oddziału szpitalnego. W dniu 27 października 2010 r. operacyjnie usunięto druty z ciała powoda, a po tym zabiegu pozostały szpecące blizny.

Oddalając powództwo, sąd I instancji uznał, że w sprawie nie zachodziła podstawowa przesłanka odpowiedzialności jaką jest wina pracowników pozwanego szpitala. Zebrany w sprawie materiał dowodowy nie pozwalał na stwierdzenie, że w działaniach pracowników pozwanego szpitala doszło do nieprawidłowości skutkujących narażeniem powoda na wskazywane przez niego niebezpieczeństwo. Twierdzenie powoda o braku możliwości uzyskania pomocy medycznej zostało ocenione przez sąd jako absurdalne. Powód mając założone druty Kirschnera  cały czas pracował, w tym również fizycznie, co potwierdził świadek. Wszystkie dowody zgromadzone w sprawie świadczą o prawidłowości leczenia powoda przez personel medyczny pozwanego szpitala. Wskazują one, że to powód swoim zachowaniem w postaci niestawiennictwa na konsultacje (w tym czasie pracował), doprowadził do sytuacji, w której druty Kirschnera przemieściły się, nie stanowiąc jednak jakiegokolwiek zagrożenia dla życia i zdrowia powoda. W ocenie sądu powód kierował w stosunku do lekarzy bezpodstawne pretensje, prezentując postawę wybitnie roszczeniową. Sąd podkreślił, że aktualnie powód pracuje zawodowo, mimo że przedstawia siebie jako osobę, która nie może normalnie egzystować w życiu codziennym.

Powód wywiódł apelację od orzeczenia sądu I instancji do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, który nie uwzględnił argumentacji pacjenta. W wyroku z dnia 26 lutego 2014 roku sygn. akt II ACa 763/13 sąd II instancji przyjął, że powód nie wymagał natychmiastowego operacyjnego zabiegu usunięcia drutów, ale winien był zgłosić się do kwalifikacji do planowanego usunięcia tych drutów, o czym był on informowany przy każdej wizycie w pozwanym szpitalu. Faktem jest zaś, że powód nie zgłaszał się do kwalifikacji do planowanego usunięcia drutów. Gdyby powód zgłaszał się na kontrole, to nie przebywałby drugi raz w szpitalu.

Bezprawnym i zawinionym zachowaniem lekarzy pozwanego szpitala nie było też pozostawienie blizny na ciele powoda. Sąd Apelacyjny podkreślił, że każdy zabieg operacyjny wiąże się z pozostawieniem jakiejś mniejszej, czy większej blizny na ciele operowanego. Operacyjne zamknięcie repozycji i stabilizacja drutami Kirschnera, jak wskazali zeznający w sprawie świadkowie, jest bardzo mało inwazyjnym zabiegiem. Zabieg ten pozostawił niewielkie blizny na ciele powoda, co obrazują dołączone do akt zdjęcia. Blizny te są małych rozmiarów, a jednocześnie są mało widoczne i trudno mówić, że oszpecają one powoda.

Z powyższej sprawy można wyciągnąć wniosek, że nie sposób kwestionować negatywnych przeżyć pacjenta związanych z następstwami operacji, ani tego, że wynik operacji mógł nie spełnić pokładanych w nim oczekiwań. W orzecznictwie sądowym przyjęty został jednak pogląd, że ryzyko, jakie bierze na siebie pacjent obejmuje zwykłe powikłania pooperacyjne, w tym też powstanie blizn na jego ciele.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis: